niedziela, 3 stycznia 2016

Czyżby zmiany??


Witajcie moi drodzy.
   Z racji tego, że na blogu pojawia się coraz więcej wyświetleń, stopniowo wprowadzane są na nim zmiany. Jedną z nich możecie już obserwować, tak, zrobiłem własnoręcznie tło.
  Teraz przyszedł czas na drugą. Posty na tym blogu są różniej wielkości, co nie jest zbyt ładne. Dlatego chcę was zapytać, jaką czcionką powinny być napisane posty by wam się lepiej czytało?
Poniżej podam kilka przykładów, a was w komentarzach proszę o podanie numer czcionki.
1:
Miłość gimnazjalna.
2:
Miłość gimnazjalna.
3:
Miłość gimnazjalna.

Z góry dziękuję za wasze odpowiedzi. Pozdrawiam,
Tamotsu Asai.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 16


Coś krótkiego. Przepraszam za brak notek, ale zmiana szkoły daje dość dużo obowiązków nie pozwalających się skupić na pisaniu. Miłego czytania ;)
Tamotsu ;) 
Król stał i patrzył na stolicę swojego królestwa. Nie wiedział co powiedzieć. Był zły i przerażony jednocześnie.

   Przed chwilą dostał kruka od informatora z Alagesii. Posłał syna w wojnę. W ogarniającą świat pożogę. Gdyby nie fakt, że Aleksander był tam z Mariuszem, to już posłałby tam swoje wojska.

   Wojska Kuasty przekroczyły rzekę Redanie. Kuastańczycy zaczęli palić i rabować przyramkowe wsie i domostwa. Mordowali wszystkich bez wyjątku. Kobiety, dzieci, starców. Kuastańscy żołnierze byli tymi najbrutalniejszymi z możliwych.

   Wojnę świadomie, lub nieświadomie wywołał Mariusz zabijając brata. Młodszy z książąt Alagesii zawarł pakt z królem Kuasty. Pakt polegał na tym, że Kamillo miał bronić córki władcy Kuasty, a w zamian za to, w razie jego śmierci, wojska Kuastańskie wystąpią zbrojnie przeciwko Alagesii.

I wystąpiły zbrojnie.

***

Na horyzoncie widać było coś na kształt wielkiego ogniska. Alagesia płonęła jak stos drzewa. W stronę Mariusza i Aleksa biegli ludzi, którzy uciekali z pożogi trawiącej serce państwa. Na przedzie biegły kobiety z dziećmi, starcy starali się dorównać im kroku. Nie wychodziło im to.

Zaraz za nimi jechali rycerze w czarnych zbrojach. Ich konie były czarne jak smoła a oczy świeciły nienaturalną czerwienią. Czerwono-czarne  płaszcze odbijały blask płonącego miasta. Na wietrze powiewały niczym chorągwie zwycięstwa.

 Jeźdźcy doganiali uciekających. Byli bezlitośni, mieczami, długimi może na metr, cieli wszystkich którzy dogonili. Krew pryskała na wszystkie strony. Upadające ciała automatycznie zaczynały płonąć ogniem, rzec można by że piekielnym.

Książęta patrzyli na to z niedowierzaniem. Mariusz zasłonił Aleksowi oczy, wziął w objęcia i wzbił się na skrzydłach w górę, wysoko. Lecą zbliżali się coraz bliżej morderców ludzkości. Byli centralnie nad nimi. Już myśleli, że przelecą niezauważeni, jednak im się nie udało. W pewnym momencie jeden z jeźdźców wyciągnął łuk i strzałę. Celował w skrzydła Mariusza. Naciągnął cięciwe i strzelił.

Pierwsza wystrzelona strzała przeleciała tuż obok ucha mężczyzny. Druga lekko musnęła lewe skrzydło Mariusza. Wzbił się wyżej, jednak łucznika to nie zatrzymało. Trzeci strzał był celny. Strzała przebiła prawe skrzydło mężczyzny w samym środku. Zaczęli niebezpiecznie szybko obniżać lot. Mariusz wylądował na dwóch nogach i odstawił Aleksa obok siebie. Spojrzał mu prosto w oczy.

-Musisz uciekać, szybko, jak najdalej! – wykrzyknął.

-Ale gdzie? – Aleks zdezorientowany kręcił głową na wszystkie strony szukając bezpiecznego miejsca.

-Biegnij w miasto, w ogień, szukaj tam bezpiecznego schronienia.

-A co z Tobą? – zapytał z troską w głosie.

-Ja będę walczył, a później znajdę Cię myślami. Biegnij już. – wykrzyknął i wręcz popchnął narzeczonego w stronę płonącego miasta.

Biegł przed siebie. Dym sprawił, że jego oczy zaczęły łzawić. Mimo to biegł, przepychając się z uciekającymi. Z ziemi, nagle, wyrósł przed nim jeden z jeźdźców. Szybko skoczył w lewo i jeszcze szybciej zaczął biec w stronę miasta. Czuł żar bijący od płonących budynków. Potchnął się o jakieś ciało, które jeszcze drgało nie wykrwawiwszy się do końca. Upadł twarzą w śnieg. Był to dla niego ratunek, ponieważ przeskakujący nad nim rycerz myślał że jest martwy.

Odczekał chwilę, po czym wstał. Nie ustał długo na nogach. Po chwili znów runął w śnieżną pierzynę pokrywającą ziemie. Zemdlał. Odzyskał przytomność.

***

Za mahoniowymi, ciężkimi drzwiami. Za ogromnym, mosiężnym, okrągłym stołem siedziało siedmiu mężczyzn. Jednym z nich był król.

-Musimy tam wysłać wojsko! – wykrzyknął władca.

-Ale panie, musimy zostawić obronę tutaj. Alagesia nie ma siły by zatrzymać napierających. Pragnę przypomnieć, że z informacji które mamy od naszych szpiegów Surda jest następnym celem. – powiedział jeden z oficerów i również wstał, tak jak nakazywała dworska etykieta.

-Na miłość boską! – prawie zapłakał – tam jest wasz książe.

Wszyscy wstrzymali oddech. Jedni pobladli, inni nie mogli złapać tchu. Alex był wybrańcem losu. Według starszych pism, syn władcy Surdy, mieszaniec Ziemi, zrodzony z ludzkiej kobiet zjednoczy wszystkie krainy. Będzie władał sprawiedliwie i mądrze. Da on początek nowemu ładu na całej planecie. Dzięki niemu na planecie wampirów zapanuje pokój i sprawiedliwość. Tak mówią pisma, przepowiednie, wróżby. Wampiry w to wierzą. Nie chcą już być mordowani. Nie chcą tracić swojego niekończącego się życia na walkę, śmierć a potem bardzo długą regenerację. Chcą być połączeni, a dokonać może tego tylko On, władca który połączy wszystkie królestwa na zawsze i na wieczność. Który zniszczy tyranów którzy władają Kaustą.

-Ale jak to? – wstał jeden z mężczyzn. Był to przedstawiciel jednego z najstarszego rodu zamieszkującego Surdę. Lekko przygarbiony, starszy mężczyzna o dość duże tuszy.

-Tak, jest tam ze swoim narzeczonym. Trzeba im pomóc. Rozumiecie?! – wykrzyknął i popatrzył po wszystkich zgromadzonych.

Znów zapadło milczenie. Nie wiedzieli co o tym myśleć. Ich książe. Ich przyszłość. Ich wybawiciel. Ich najważniejszy diament w herbie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

-Dobrze, niech pojedzie tam V i X oddział konnych. Zaraz za nimi niech pędzi Pierwsza Brygada Ochotniczej Piechoty Obronnej Surdy. – wydał rozkaz Kaleb`al Lunch, naczelny dowódzca wojska. Skinął na swojego asystenta, a ten szybkim krokiem opuścił pomieszczenie by przekazać rozkaz.

Król popatrzył mu prosto w oczy, i niemo powiedział „dziękuję”.

-Koniec zebrania. Muszę zostać sam. – wyjść.  Wykrzyknął i opuścił pomieszczenie kierując się w stronę biblioteki, gdzie urzędował największy mag królestwa.

wtorek, 29 września 2015

Rozdział 15

 Przykro, że nikt nie komentuje, ale trudno. Miłego czytania.
Tamotsu Asai
   Obudziłem się, w zasadzie sam nie wiem o której. Mariusz był przy ognisku, które musiał rozpalić gdy spałem. Czyli musiało być późno. Głośno zaburczało mi w brzuchu.
-O widzę że ktoś tu już wstał – usłyszałem głos, którego mógłbym słucha do końca życia.
-Nie mogłeś mnie obudzić? – zapytałem wstając.
-Tak słodko spałeś, że nie miałem serca – powiedział i cmoknął mnie w czoło. – A teraz śniadanie.
-Nie jestem głodny – odpowiedziałem niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale muszę schudnąć, muszę.
-Właśnie słyszałem, chodź tu i grzecznie zjedz, chociaż trochę, proszę – powiedział i w momencie w którym chciałem się oddalić złapał mnie za rękę.
-Ale tylko trochę – powiedziałem polubownie.
Nie chciałem mieć z nim na pieńku, szczególnie teraz, gdy całe dnie pewnie będziemy ze sobą.           
   Usiadłem przy ognisku. Mój narzeczony podał mi miseczkę zupy. Spróbowałem, przełknąłem.
-To jest świetne – powiedziałem biorąc kolejny łyk.
-Raczej nie, po prostu byłeś głodny – powiedział, ciągle mi się przypatrując.
Zjadłem aż dwie miseczki. Mam nadzieję, że to spalę podczas podróży. Gdy mieliśmy się zbierać, Mariusz po prostu pstryknął palcami i wszystko znikło. Zaniemówiłem z wrażenia.
-Ale jak to? –zapytałem , niemądrze wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą było ognisko.
-Też się tego nauczysz jak już wrócimy do domu – odpowiedział i swoimi ustami zamknął moje w namiętnym pocałunku.
   Staliśmy tak chwile, tuląc się i całując. Po tej krótkie przyjemności ruszyliśmy w drogę.
   Pogoda była okropna. Śnieg padał na przemian z deszczem. Bardzo niska temperatura sprawiała, że zanim opady dotarły na ziemie stawały się twardymi kawałkami lodu.
   Słońce raczyło się przebić przez ciemne chmury dopiero przed południem. Pierwszy raz chyba tak bardzo ucieszyłem się z tego, że słońce opala moją twarz.
-Mariusz, wszyscy twierdzą, że słońce pali wampiry, dlaczego Tobie ono nie przeszkadza? – zapytałem pokonując już którąś z kolei wysoką zaspę. Mężczyzna wydawał się być zdziwiony pytaniem, bo aż zatrzymał się na chwilę.
-A skąd to pytanie misiu? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak po prostu pytam, jestem ciekaw – odpowiedziałem z nadzieją, że odpowie na moje pytanie. To pytanie było już w mojej głowie przez jakiś czas, a teraz tylko się wzmogło i domagało się odpowiedzi.
- Widzisz – powiedział i podsunął mi pod oczy palec, na którym miał pierścień.
-No pierścień, chyba rodowy – odpowiedziałem i spojrzałem niego jak na osobę głupią.
-To nie jakiś tam pierścień, tylko magiczna ochrona, która broni nas, wampiry , przed promieniami słońca – odpowiedział.
-Aaaa, to dlatego go nie zdejmujesz nigdy? – znów zapytałem, przypominając sobie że Mariusz zawsze miał ten pierścień przy sobie.
-Tak, to dlatego – odpowiedział i cmoknął mnie w czoło.
   Dalej szliśmy w ciszy. Droga była nadal bardzo ciężka. Nie dość, że ogromne zaspy utrudniały zrobienie kolejnych kroków, to jeszcze słońce dopiekało bardzo mocno w głowy i sprawiało , że po prostu odechciewało się wszystkiego. Przed oczami nie było widać nic, oprócz białej nicości, ciągnącej się aż za widnokrąg naszych oczu.
   W pewnym momencie przed nami pojawiło się stado jakiś zwierząt. Z daleka przypominały one mamuty, jednak po przyjrzeniu się im, można było dostrzec kilka znaczących różnic. Miały one o wiele jaśniejszą i dłuższą sierść. Długie kły były w kolorze mroku. Ciemne jak noc oczy, błyszczały nienaturalnie. Sierść lekko falowała poruszana wiatrem.
   Stanąłem na chwilę. Mariusz też się zatrzymał. Chyba dostrzegł że się wystraszyłem, ponieważ przerwał ciszę, która trwała już jakiś czas.
- Aleks spokojnie. To tylko wankaramely, są nieszkodliwe i przyjaźnie nastawione, to takie większe maskotki – powiedział i objął mnie od tyłu.
-Ale one są takie wielkie i te kły – powiedziałem mało przekonany zapewnieniami mojego narzeczonego.
-Zobacz – odpowiedział i przywołał jedno ze zwierząt.
Wielka, puchata, groźnie wyglądająca zwierzyna zbliżyła się do nas. Swoją trąbą zaczęła jeździć po mojej twarzy. Było to całkiem przyjemne, jednak nadal trochę się bałem.
- Widzisz mówiłem, polubiła cię – powiedział z uśmiechem Mariusz.
-Tia – odpowiedziałem i odwzajemniłem uśmiech nadal nie przekonany do końca w dobre intencje zwierzęcia.
Stado zaczęło się oddalać, a samica została z nami. Położyła się na lewym boku, a Mariusz przykucnął przy niej. Pstryknął palcami, a w jego ręce pojawił się nóż.
-Co ty chcesz zrobić? – zapytałem zaniepokojony przedmiotem, który mężczyzna miał w ręce.
-Zamierzam zrobić nam obiad – odpowiedział.
-Ale przecież to niewinne stworzenie .
-Wolisz, żebym zabił jakiegoś człowieka. Poza tym i tak jest stara, więc niedługo by umarła – odpowiedział i wbił nóż prosto w serce zwierzęcia.
Nie mogłem patrzeć na to co robi, więc tylko odwróciłem głowę i zamknąłem oczy. Zwierzę nie wydawało żadnego dźwięku, tak jakby było pogodzone ze śmiercią.
-Aleks, wiem że to dla ciebie okrutne, ale jestem wampirem. Muszę jeść, a ty musisz wiedzieć i widzieć jaki jestem. Niestety nie zmienię tego – powiedział i znów pstryknął palcami, a przed nami pojawiło się obozowisko.
   Przez chwilę patrzyłem na to, co miałem przed oczami. Na środku było ognisko ułożone z drzewa. Nie paliło się. Nad nim wisiał mały kociołek. Naprzeciw niego stał rozłożony namiot. Nie był duży, ale i nie był mały, był taki w sam raz, aby pomieścić dwie osoby.
Spojrzałem na Mariusza. Jego twarz była blisko tętnicy umierającego zwierzęcia. Oczy miał czarne jak noc. Wbijał kły. Zaczął zasysać krew wankarmela. Zwierzę zaczęło się kurczyć. Gdy wyciągnął kły, zwierzę po prostu zniknęło, a jego oczy znów stały się pięknie błękitne. Wstał i otarł usta rękawem.
-Przepraszam – szepnął i podszedł do ogniska.
Nie wiedziałem co powiedzieć. To co zrobił było dla mnie okrutne, jednak rozumiałem, że on tego potrzebuje. Z braku odpowiednich słów, podszedłem do niego i po prostu go przytuliłem. Położył głowę na moim ramieniu, a ja złożyłem na niej delikatny pocałunek.
W ciszy Mariusz rozpalił ognisko i wyczarował jedzenie dla mnie, chodź wcale tego nie chciałem. Nie byłem głodny, a on się uparł.
-Będziesz jadł – powiedział stanowczym głosem.
-No chyba żartujesz – odpowiedziałem i spojrzałem mu prosto w oczy.
-Misiu jadłeś rano, a zbliża się wieczór – powiedział już spokojnym głosem.
-Ale ja nie jestem głodny – powiedziałem, nadal patrząc mu prosto w oczy.
-Nie, jesteś pewny? – zapytał z dziwnym błyskiem w oczach.
-Tak, jestem pewny – nie zdążyłem powiedzieć, a już był przy mnie i zaczął mnie łaskotać.
Zacząłem się śmiać. Miałem okropne łaskotki, dlatego zacząłem uciekać. Mariusz zaczął mnie gonić.  
    Ganialiśmy się wokół ogniska. Wiedziałem że nie mam z nim szans i w końcu mnie złapie, ale warto próbować. Gdy mnie już złapał, zaczął mnie namiętnie całować. Usidlił mnie w mocnym ucisku. Przez to że mnie całował, przestałem się wyrywać. Nie umiałem się mu oprzeć.
-No smakujesz świetnie, ale jutro czeka nas znowu kawałek drogi. A i musisz zjeść – powiedział i cmoknął mnie jeszcze raz.
-Wcale nie… - chciałem odpowiedzieć, ale uciszył mnie pocałunkiem.
W końcu skończyło się na tym, że zjadłem miseczkę tego, co przygotował mój narzeczony. Oczywiście było bardzo smaczne, ale i pożywne.
Gdy ugasiliśmy ognisko to weszliśmy do namiotu. Bardzo chciało mi się palić. Czekałem tylko aż Mariusz uśnie. Miałem jednego papierosa w spodniach.
Wyszedłem przed namiot. Przykucnąłem i odpaliłem papierosa. Zaciągnąłem się raz, drugi, trzeci. Spojrzałem w kierunku, w którym mieliśmy podążać. Coś zauważyłem. Coś  jakby oczy, które mi się przyglądały. Zamrugałem niedowierzająco. Gdy ponownie spojrzałem w tamtym kierunku, nic już nie dostrzegłem. Uznałem że to tylko przewidzenia po wypaleniu, pierwszego od dwóch dni, papierosa. Niedopałek po nim, wrzuciłem do gasnącego już totalnie ogniska.
   Cicho wsunąłem się do namiotu. Mariusz nadal spał, więc odetchnąłem. Nie będzie mi robił kazań, pomyślałem. Położyłem się do niego przodem i patrzyłem na jego spokojną, śpiącą twarz. Nawet wtedy była przystojna, a może wtedy najbardziej. Z takimi przemyśleniami zasnąłem.
   Obudziłem się, nie czując obok siebie mojego narzeczonego. Zrobiło mi się trochę smutno, więc postanowiłem już wstawać. Wyszedłem przed namiot. Spojrzałem w stronę Alagesii. To co zobaczyłem mnie zamurowało.

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 14

Cześć,
Wróciłem po przerwie i teraz już będę publikował. Postaram się,by w ciągu miesiąca pojawiły się conajmniej dwa rozdziały. Zapraszam do czytania ;)
Tamotsu Asai ;)

 Jechaliśmy bardzo szybko. Mariusz był zły i zestresowany, co można było wywnioskować z palców nerwowo stukających w kierownicę.
-Kotek, co się stało? Możesz mi wyjaśnić co się dzieje?? – zapytałem zdenerwowany. Tak szybko wybiegliśmy, mam nadzieję , że zabrałem wszystkie moje rzeczy.
- Skarbie, wszystko jest proste. Nie denerwuj się, ale zbliża się wojna, a ty jesteś rzeczą, która zapewni  zwycięstwo. Dlatego musisz uciekać – wyjaśnił, a ja już sam nie wiedziałem, co mam myśleć. Coraz więcej pytań pojawiło się w mojej głowie. Obijały się one o ściany mojego mózgu, jednak widząc zdenerwowanie mężczyzny, wolałem nie pytać. Przynajmniej na razie.
Dojechaliśmy do niewielkiego jeziora. Mariusz wysiadł z auta jako pierwszy i gestem dłoni zawołał mnie do siebie. Wyszedłem z dzieckiem na rękach.
-Daj mi małą, a ty się rozejrzyj – poprosił mężczyzna, wyciągając ręce po dziecko. Podałem mu je.
Zrobiłem kilka kroków. Zacząłem sobie przypominać. Krążyłem po brzegu jeziora, w którym znalazłem dziewczynkę jakiś czas temu. Nagle zatrzymałem się. Jakaś siła poderwała mnie do góry, wisiałem w powietrzu. Głowa lekko odchylona do góry. Czułem jak moje oczy próbują spojrzeć w niebo. Przed oczami pojawił mi się jakiś obraz. Na początku niewyraźny, ale z każdą chwilą robił się wyraźniejszy.
   Chodziłem po wodzie. Byłem nagi. Nagle przede mną pojawiła się postać. Była to kobieta ubrana w długą, biała suknię. Wystraszyłem się jej.
-Nie bój się mnie Aleksandrze – powiedziała i spojrzała mi prosto w oczy – Dziękuję za uratowanie mnie, jednak musisz oddać mnie królowi jeziora. Proszę – powiedziała, a z jej jasnozielonych oczu popłynęły perłowe łzy.
   Byłem zdziwiony. Nie wiedziałem jak to zrobić, jak ją oddać wodzie. Mam ją utopić? Postanowiłem zapytać, jednak nie było mi to dane.
-Wiem, że zastanawiasz się pewnie jak to zrobić. Zaraz Ci wszystko wyjaśnię – powiedziała do mnie pani z jeziora. Po chwili zobaczyłem, co muszę zrobić.
Nagle znalazłem się na brzegu. Szedłem niczym w transie. Słyszałem głos Mariusza, Klaudii.
Wziąłem dziecko na ręce. Wszedłem na środek jeziora. Złapałem dziecko za nóżkę niczym lalkę. Mała zaczęła płakać. Zacząłem wirować. Dziecko zaczęło płakać głośniej. Nie chciałem tego, robiłem to tak po prostu, bez własnej woli. Podskoczyłem i puściłem dziecko. Zaczęło ono zataczać kółka, aż w końcu wpadło z plaskiem w wodę.  Przed oczami znowu ciemność.
*****
   Aleksander wzbił się w powietrze i puścił dziecko. Zaczęło wirować, a powietrze wokół niego zaczęło wyglądać jak trąba powietrzna. Nagle wszystko ustało. Dziecko wpadło do wody. Mój chłopak zemdlał, wpadł do wody. Wskoczyłem do jeziora, zacząłem płynąć w jego stronę. Nie mogę pozwolić by utonął. Nie pozwolę na to. Wysłałem tylko informację do mojego teścia, aby zabrał stąd Klaudię i wskoczyłem do wody.
   Zanurkowałem na samo dno. Mojego ukochanego trzymała jakaś istota. Podpłynąłem. Biała postać kobiety podała mi mój skarb na ręce. Patrzyła mi prosto w oczy, a w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy, które widział Alex.
Wszystko było już jasne. Czekała nas długa podróż przez ukrytą krainę. Tylko Aleksander mógł uratować nasz świat przed zagładą.
Wziąłem go na ręce i wszedłem w błękity tunel, który właśnie się pojawił. Po chwili stałem już na białej równinie. Cały czas trzymałem mojego narzeczonego na rękach. Ciągle był nieprzytomny. Miałem tylko nadzieję, że jeszcze przed świtem się ocknie.
Rozejrzałem się dookoła. Nie widziałem nic oprócz lodowej pustyni. Otaczała nas tylko równina pokryta śniegiem. Przerzuciłem Aleksa na plecy i zacząłem iść w kierunku północnym. Czułem, że właśnie w tym kierunku powinniśmy podążać.
Słońce powoli zaczęło zachodzić, a krajobraz się nie zmieniał. Powoli traciłem zmysł orientacji w terenie, który miałem naprawdę dobrze wyćwiczony. Niestety moje moce tu nie działały i nie mogłem wzbić się w górę, by spatrolować okolicę. Moje skrzydła jakby znikły.
   Księżyc, który pojawił się na niebie zbudził Aleksa. Zaczął się szamotać. Postawiłem go na ziemi.
Zaspany, z lekko potarganymi włosami i nisko opuszczonymi okularami wyglądał bardzo uroczo. Nie mogłem się powstrzymać i cmoknąłem go w czoło.
Poprawił okulary.
-Gdzie my jesteśmy, co się stało? – zapytał zdezorientowany.
-Spokojnie, jesteśmy… - chciałem powiedzieć, ale na chwilę zamilkłem.
-Sam nawet nie wiesz!! – powiedział oskarżycielskim tonem. –Co teraz z nami będzie? – zaczął panikować.
   Złapałem go i mocno wtuliłem w siebie. Ukrył głowę w moich ramionach. Bardzo chciałem mu powiedzieć, ale nie mogłem, przynajmniej na razie.
Zaczęliśmy iść w ciszy. Żaden z nas nie chciał, a raczej nie mógł się odezwać. Mróz mocno nas popychał do przodu, a wysokie zaspy próbowały nas przytulić, ciągnąc do siebie w dół. Słońce zaczęło powoli obadać, za jakieś dwie godziny zapadnie zmrok.
-Aleks musimy poszukać kryjówki, za niedługo zapadnie noc. – Powiedziałem i spojrzałem na wlokącego się za mną chłopaka.
Mój młody narzeczony co jakiś czas zapadał w zaspy, rzucając przy tym wieloma nieprzyzwoitymi wiązankami we wszystkich językach które znał. Zatrzymałem się na chwilę.
Nawet mnie nie zauważył i wpadł prosto na moje plecy.
-Co kur… - nie dokończył, ponieważ spojrzał i zobaczył co go zastopowało. – Dlaczego stoimy? – zapytał i spróbował mnie odwrócić w swoją stronę. Nie dał rady.
-Słyszałeś, zaraz będzie noc, musimy kryjówki poszukać.
-I powiedz mi, gdzie my tutaj coś znajdziemy? – zapytał nadal naburmuszony.
-Tam – odpowiedziałem i wskazałem palcem na niewielką górę na zachód od nas.
-Ahaa… - powiedział przeciągle, chyba niedowierzając w to co widzi.
***
   Spojrzałem w miejsce, które wskazywał Mariusz. Zobaczyłem niewielkie wzniesienie. Nie było ono zbyt ostre, ale i nie było płaskie. Wyglądało jak wydma, tylko zrobiona ze śniegu. Na jej szczycie odbijały się promienie zachodzącego słońca , przez co wyglądała jakby była srebrna.
   Zdawała się być blisko, ale tak tylko mi się zdawało. Szliśmy jeszcze jakieś trzy godziny, pokonując nieznośnie głębokie zaspy. Co chwilę zapadałem się w nie, wyrzucając przy tym z siebie wiązanki przekleństw. A Mariusz co robił?  Szedł i się ze mnie śmiał.
-Co Cię tak śmieszy? – zapytałem gdy zatrzymaliśmy się przed górą, naszym dzisiejszym schronieniem.
-A nic, tak po prostu cieszę się – odpowiedział.
-Z czego? – znów zadałem pytanie.
- No misiu zobacz, będziemy spać razem, bardzo blisko siebie bo trzeba utrzymać wysoką temperaturę. Będę mógł się tulić do Ciebie całą noc – powiedział z uśmiechem na ustach.
   Obeszliśmy górę trzy razy. Dopiero gdy okrążaliśmy ją czwarty raz zauważyliśmy niewielkie, półokrągłe wejście. Mariusz uklęknął i zaczął odgarniać  rękami śnieg, który przeszkadzał w wejściu do jaskini.
Ukląkłem i ja. Podążałem za moim narzeczonym. Prawie czołgaliśmy się ciasnym, ciemnym tunelem. Czuć było, że zmierzamy w dół. Im głębiej wchodziliśmy w tunel, tym temperatura zwiększała się. Nagle Mariusz zatrzymał się, a ja uderzyłem nosem w jego twarde pośladki, które swoją drogą były całkiem niezłe, no dobra, były bombowe. Zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy. Przeszedł mnie dreszcz. Uśmiechnął się tylko i czołgaliśmy się dalej.
   W pewnym momencie zbliżaliśmy się do… światła. Im bliżej światła tym cieplej. Gdy już doszliśmy to wpadliśmy do niewielkiej groty. Pośrodku niej znajdowało się małe, buchające parą jeziorko. Jego dno wyłożone było jakimiś świecącymi kamykami, które oświetlały całą grotę i kawałek drogi do niej. To z nich było światło które widzieliśmy z Mariuszem.
   Ściany groty były gładkie. Połyskiwały niebieskim kolorem. Woda z jeziorka oddawała na ścianach wesoło falujące linie. Był to uspokajający widok. Panowała kojąca cisza.
   Usiadłem pod ścianą naprzeciwko wejścia do groty. Plecak który niosłem ułożyłem sobie tak, bym mógł na nim wygodnie oprzeć głowę. Obok mnie usiadł Mariusz. Chciał się przytulić, a ja się odsunąłem.
-Aleks, co się dzieje? - zapytał z troską w głosie.
-Nic, po prostu jestem zły - odpowiedziałem zaciskając pięści.
-Misiu, zły? – zapytał z niedowierzaniem.
-No kurwa, planujecie z ojcem moją przyszłość, oczywiście za moimi plecami, Bo kurwa po chuj mi mówić. Lepiej robić ze mnie kukiełkę i mną sterować – wyrzuciłem z siebie i odwróciłem wzrok z mojego narzeczonego na wodę. Jej widok mnie nieco uspokajał.
-Kochanie my po prostu…
-Co wy po prostu?! – krzyknąłem i wstałem.
Zacząłem krążyć wokół gorącego źródła. Jego ciepło i lekkie drgania wody bardzo mnie kusiły. Wręcz przyciągały do siebie. Walczyłem ze sobą by się im nie poddać.
-Chodź tu, jeszcze się nachodzisz – usłyszałem głos Mariusza.
-Tak, tak. Czyli nie powiesz mi dlaczego tu jesteśmy? – zapytałem siadając obok  niego.
-Nie pytałeś, ale mogę Ci powiedzieć, jednak nie za darmo – usłyszałem w odpowiedzi.
Nosz kurde, targować mu się zachciało. Przysunąłem się bliżej niego. Cmoknąłem go lekko w policzek, a następnie w usta.
-To powiesz? – zapytałem po raz kolejny, tym razem wpatrując się w niego maślanymi, szczenięcymi oczkami.
-No dobrze, tylko proszę przestań już tak patrzeć bo zwariuje. Chodzi o to, że musimy odwiedzić wszystkie królestwa. W każdym z nich jest książę, z którym musisz spędzić jeden, pełny dzień. Woleliśmy Ci tego nie mówić wcześniej bo mógłbyś uciec, a teraz to już za bardzo nie masz wyjścia – powiedział, co chwila spoglądając na moją minę.
-Ty sobie ze mnie jaja robisz? – zapytałem z niedowierzaniem.
-Niestety nie – odpowiedział i nagle spochmurniał.
-Czyżbyś był zazdrosny? – zapytałem z wrednym uśmiechem na ustach.
-Nie, no coś ty – odpowiedział szybko. – Teraz to idziemy spać, bo jutro długa droga, a książe Abral raczej nie przyśle po nas żadnej świty – wybąknął i się odwrócił.
Przytuliłem się do jego pleców. Czułem jak zadrżał. O co on się tak wścieka, przecież to jego wybrałem i to z nim chciałem spędzić resztę życia.
-Dobranoc – powiedziałem i pocałowałem go w kark.
-Dobranoc – bąknął ponownie.
Wtuliem się w niego jeszcze bardziej i odpłynąłem w ramiona Morfeusza.

wtorek, 16 czerwca 2015

Liebster Award.

Cześć,
zostałem nominowany zrobić Liebster Award przez Izzi (http://opowiadania-yaoi-izzi.blogspot.com/).
Bardzo dziękuje za nominacje :)
1.Jakiej Muzyki najczęściej słuchasz?
Generalnie słucham Prawie każdego gatunku, jednak najczęściej jest metal, heavy metal i black metal.2. Czego najbardziej nie nie lubisz w ludziach?
Hmm. To pytanie mnie chwilę zastanowiło. Nie lubię w ludziach pychy i tego, że czasami niektórzy uważają się za lepszych od innych. Według mnie każdy jest równy i każdy ma takie same prawa i obowiązki.
3. Co zainspirowało Cię zrobić stworzenia bloga, Dlaczego się zrobiłeś?
Od zawsze tworzyłem jakieś historie w swojej głowie, aż w końcu postanowiłem ubrać je w słowa. Na początku pisałem tylko dla siebie, jednak w pewnym momencie  stwierdziłem, że mógłbym spróbować się podzielić moimi wypocinami z innymi. No i jak widać ja się dzielę wypocinami i chyba ktoś to czyta.
4. Twój ulubiony  film ?
"Chce się żyć " i wszelkiego rodzaju dramaty :)
5.
Czy często myślisz co stanie się w przyszłości?

Generalnie staram się nie myśleć zbyt dużo na przyszłością, jednak są sytuacje, które mnie wręcz do tego zmuszają. Tak więc myślę tylko tyle ile muszę.
6. Czego najbardziej się boisz?
Nie mogę powiedzieć, bo licho nigdy nie śpij :D
7. Gdybyś mógł być jakimś magicznym stworzeniem, to kim i dlaczego?
Pewnie byłbym jednorożcem :D
Jestem równie słodki w ciemności :D

Moje wewnętrzne "coś" twierdzi że jestem równie naiwny co jednorożce :D
8. W jakim rodzaju filmów chciałbyś wystąpić?
Bardzo lubię dramaty,tak jak wspominałem, jednak najbardziej to chyba widziałbym, siebie w jakiejś komedii romantycznej. Pewnie pokazywałaby ona, że nie trzeba być przystojnym żeby być szczęśliwym.
9.Gdybyś musiał opuścić swój kraj to do jakiego byś się udał?
Szwecja. Kraj pełen kultury, zrozumienia i czystości na której punkcie mam małego bzika.
10. Na jaki kolor zafarbowałbyś sobie włosy?
Moje czarne włosy mi odpowiadają. Niektórzy twierdzą, że dobrze mi w niebieskim więc jeżeli już zdecydowałbym się na farbowanie, to właśnie na taki kolor.
11. Najciekawsza książka jaką przeczytałeś?
Harry Potter oczywiście :) 
Nominuję:
Agata N.
La Luna 

1. Ulubiona piosenka „z filmu”
 2.  Reżyser, którego filmów z zasady nie lubisz?
 3. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
4.Ulubiony pisarz/pisarka? Dlaczego on/ona?
5.  Ulubiony blog który czytasz?
6. Serial, do którego oglądania trudno jest Ci się przyznać przed znajomymi?
7. Książka, która zmieniła Twoje życie?
8.  Jesteś supersławnym blogerem i dostajesz okazję uczestniczenia w powstawaniu filmu swojego ulubionego reżysera. Którego wybierasz? I jak wyobrażasz sobie swoją rolę w filmie?
9. Musisz spędzić rok na bezludnej wyspie. Możesz zabrać tylko jedną książkę, bez szans na to, że przypłynie kolejna. Jaką książkę wybierasz i dlaczego?
10. Jaka jest najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiliście w imię realizowania swoich pasji?
11. Czytasz mojego bloga? :D

poniedziałek, 23 marca 2015

...

Z powodów takich jak brak zapału na pisanie tej historii, zawieszam to opowiadanie na czas nieokreślony ;)

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 13

Tak więc jest, 13 rozdział. Krótki, ale pisany ze strajkującą weną. Wybaczcie, miłego czytania.
Obudził mnie płacz dziecka. Wstałem, podszedłem do fotela w którym spała dziewczynka. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, słodkimi oczyma. Wziąłem ją na ręce. Przytuliła się do mnie. Czułem jak bije jej maleńkie serduszko.
-Chyba jesteś głodna?- zapytałem patrząc na dziecko. Ubrałem szlafrok i zszedłem na dół do kuchni. Za mną podreptała Nika.
Pomieszczenie było duże, w kształcie prostokąta. Naprzeciwko drzwi w których stałem znajdowały się drugie drzwi, prowadzące do małego ogródeczka z warzywami. Dokoła stały szafki w jasnozielonym kolorze. Na prawej ścianie było duże okno, przez które wpadały promienie wstającego słońca.
W lodówce znalazłem butelkę mleka, której połowę wlałem do miseczki znalezionej w szafce, a połowę stopniowo nalewając na łyżeczkę  nakarmiłem małą.
Wróciłem do sypialni. Położyłem dziecko na fotelu, a ono od razu zasnęła. Rozsunąłem zasunięte żaluzje i wpatrywałem się w dziewczynkę. Ciekawe czyja ona jest, to pytanie całą noc obijało się o ścianki mojej głowy. Na szczęście  dzisiaj się tego dowiemy.
-Widzę, że radzisz sobie jako niania- usłyszałem za sobą. Spojrzałem na Mariusza leżącego w samych bokserkach.  Wyglądał bardzo seksownie. Promienie wpadające przez okno podkreślały każdy jego mięsień.
- Jakoś trzeba, nie uważasz?- zapytałem. Patrzyłem w te jego błękitne oczy. Czy on musi być taki przystojny? Nie żebym narzekał, ale dla takich oczów każdy zrobiłby wszystko, w tym ja.
-Może wspólna kąpiel?- przerwał ciszę mężczyzna.
-Czemu nie- odpowiedziałem i skierowałem się do łazienki. Mariusz podążał za mną. Napuściłem wody do wanny. Zanurzyliśmy się razem z moim narzeczonym. Usiadłem naprzeciwko niego. Namydliłem gąbkę i zacząłem myć jego silne ramiona. Przybliżyłem się i zacząłem gładzić jego umięśnione plecy. Mruknął z przyjemności chyba. Zacząłem jeszcze dokładniej badać każdy centymetr jego pleców. Pod kolanami czułem, że jego „przyjaciel” zaczął się budzić. Postanowiłem, że nie chcę z nim igrać, nie jestem gotowy na stosunek z nim. Wyszedłem z wanny bez słowa, ubrałem się w szlafrok i wyszedłem do sypialni.
W moje głowie pojawiła się scena, w której ja … ja … zostałem zgwałcony. Łzy same zaczęły spływać mi po policzkach. Postanowiłem się ulotnić z pomieszczenia, nie chciałem by Mariusz widział moje łzy. Wziąłem dziecko na ręce i wyszedłem za drzwi. Nie wiedziałem  gdzie się skierować, więc po chwili namysłu wbiłem do sypialni, którą zajmowała Klaudia.
Dziewczyna jeszcze spała, włosy miała śmiesznie najeżone, rozkładały się na poduszce niczym złota aureola. Nie budziłem siostrzyczki mojej.  Aniołka, tylko, że z rogami. Uśmiechnąłem się na samą myśl o mojej anielsko diabolicznej przyjaciółce. Położył dziecko obok niej, a sam zacząłem wpatrywać się za widok za oknem.
Ogród okryty był białym puchem. Gałęzie drzew pokryte  były lodem, który odbijał poranne światło. Szkoda że ja już nie będę taki czysty, dla Mariusza.
-Braciszku, coś tam zobaczył, że tak się zapatrzyłeś? – usłyszałem pytanie.
-Wstałaś. Obudziłem Cię, nie chciałem przepraszam, po prostu…
-Spokojnie – powiedziała dziewczyna. Wstała i mnie przytuliła . – Już dobrze braciszku, wszystko będzie ok – próbowała mnie pocieszyć.
- Tak, ale zobacz, ten śnieg jest taki czysty. Taki bielutki. Taki idealny. A ja, co? Zbryzgany własną krwią. Ojciec sobie o mnie przypomniał, dopiero jak byłem mu potrzebny. Nie jestem już czysty. Moja dupa już nie jest dziewicza. – powiedziałem, a raczej wyszlochałem.
- Alec nikt nie jest idealny. Nie prosiłeś się o gwałt. A ojciec, uwierz mi, żałuję że nie poznał Cię wcześnie -  powiedziała i klepnęła mnie w tyłek.
-Ałłł -  wysyczałem patrząc jej w oczy – Za co to? – zapytałem.
-Za to, że zacząłeś gadać głupoty- usłyszałem w odpowiedzi.
Uśmiechnąłem się. Rozmowa z nią, zawsze poprawiała mi humor.
Stałem tyłem do drzwi, w pewnym momencie Mariusz mnie objął od tyłu i przytulił do siebie.
-Kotek, coś się stało? Tak uciekłeś. Ale skoro jesteście obydwoje, to musimy wracać, wszystko wyjaśnię wam po drodze  - powiedział i wyszedł.

Szybko spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę.